XXIV Niedziela Zwykła  (2026)
W szkole Jezusowego przebaczenia (dożynki)       

Nie wiemy, co sprowokowało Piotra Apostoła do postawienia Jezusowi pytania: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?”. Powinniśmy jednak być mu bardzo wdzięczni za to pytanie, bo ono odkrywa naszą ludzką miarę przebaczenia, nasze braki w przebaczaniu i potrzebę otwarcia się na Boże spojrzenie i światło w kwestii przebazcania.  
Pierwszy błąd Piotra, to traktowanie przebaczenia jako obowiązku albo przymusu. W niektórych tłumaczeniach zamiast słowa „mam” pojawia się słowo „powinienem”. Piotr nie dostrzega, że przebaczenie jest aktem, który przerywa krąg zła, wzajemne rozliczanie się i czyhanie na błędy drugiej strony.
„Ile razy mam przebaczyć?”. To pytanie odsłania kolejny błąd ludzkiej miary przebaczenia. Apostoł Piotr z pewnością znał prawa rządzące ówczesnym światem, np. „oko za oko, ząb za ząb”. Powszechnie stosowano w życiu przebaczenie trzykrotne. Zadając pytanie: „ile  razy ma przebaczyć”, wydaje mu się, że siedem razy to już nadmiar dobroci i miłosierdzia.
„Ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie?”. To pytanie Piotra uwidacznia jeszcze jeden błąd. Zakłada ono bowiem, że tylko Piotr ma przebaczyć. Zdaje się mówić, że to tylko inni są winni, że to tylko innym trzeba przebaczać. Piotr jakby zapomina, że on również potrzebuje 
w życiu przebaczenia!  
Tak jak Piotrowi, tak samo i nam, trudno nieraz przyznać się do tego, że też u innych jesteśmy zadłużeni, że jesteśmy innym też coś w życiu winni. Okazuje się, że czasami łatwiej jest komuś przebaczyć, niż poprosić o przebaczenie i przebaczanie przyjąć. Warto nauczyć się i zapamiętać, że „przebaczać innym można tylko wówczas, gdy samemu przebaczenie się przyjmuje i gdy samemu przebaczenia się doświadcza”.

Na pytanie Piotra: „Ile razy mam przebaczyć?”, Jezus odpowiada: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy”. W tej odpowiedzi Jezus ukazuje jaka jest miara Bożego miłosierdzia i Bożego przebaczenia! Co znaczy „siedemdziesiąt siedem razy”? To znaczy: przebaczać za każdym razem, ilekroć mnie ktoś szczerze o przebaczenie poprosi. To znaczy, czynić to tyle razy, ile razy sytuacja i życie będą tego wymagały. To znaczy, nigdy nie mówić: przebaczyłem tobie ostatni raz, jak długo mogę być cierpliwy, twoja miarka się przebrała, tym razem już ci nie daruję, jeszcze mi za to zapłacisz, nie ujdzie ci to już na sucho…!
Dlaczego tyle razy mamy przebaczać? Ponieważ tak przebacza nam miłosierny i kochający nas Bóg…, ponieważ modlimy się codziennie w Modlitwie Pańskiej prosząc Boga: „Ojcze nasz… odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”!! Choć przebaczanie nie jest sprawą łatwą, to my wszyscy potrzebujemy przebaczenia jak tlenu! Ilekroć trudno będzie nam przebaczyć, zapytajmy Jezusa: Panie, czy znowu mam przebaczyć? Ile raz mam jeszcze przebaczyć? Chrystus na pewno nam podpowie, bo przecież to On jest Mistrzem przebaczania: „Przebacz z serca twemu bliźniemu,
a Ja też tobie przebaczę”. 

Drodzy Siostry i Bracia, kochani Rolnicy! Po trudzie żniw mamy dziś święto plonów, dzień dożynek. Stąd też nasza obecność na Mszy świętej dożynkowej, podczas której dziękujemy Bogu Ojcu, Panu żniwa, za tegoroczne plony i chleb, a rolnikom za ich pracę i trud.
Dzisiaj ze szczególną wdzięcznością wybrzmią słowa, które kapłan wypowiada w czasie każdej Mszy świętej: „Błogosławiony jesteś, Panie, Boże wszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb, który jest owocem ziemi i pracy rąk ludzkich; Tobie go przynosimy, aby stał się dla nas chlebem życia".

Jakże wielka jest tajemnica i wymowa chleba, o który Boga Ojca prosimy w codziennych naszych pacierzach: „Ojcze nasz… chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”…. I Bóg daje nam chleb codziennie, tak jak Go o to prosimy! Jak wielka jest tajemnica chleba w Sakramencie Eucharystii, w której Bóg i Człowiek Jezus Chrystus przychodzi do nas żywy i prawdziwy! Chrystus zapewnia, że „kto spożywa ten chleb ma życie wieczne, a ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym”. Czyli Chleb eucharystyczny to Chleb, który zapewnia nam Niebo! Dlatego w czasie każdej Mszy świętej w której uczestniczymy, powinniśmy przystępować do Komunii świętej, a nie czynić tego tylko przy jakiejś szczególnej okazji!? 
Ale chleb, który jest wielkim darem od Boga, jest także dla nas wielkim zobowiązaniem! Święty Brat Albert Chmielowski, uczył, że „powinno się być dobrym jak chleb, który dla wszystkich leży na stole,
z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny".
Chleb jest darem dobroci i miłości Boga dla wszystkich ludzi. Trzeba o tym pamiętać, gdy bierze się chleb do ręki, zwłaszcza dzisiaj, gdy w naszej Ojczyźnie panoszy się egoizm
i wielu Polaków zapominając o wymowie chleba, nie chce dzielić się nim z innymi ale  jak najwięcej, także dóbr materialnych, zatrzymać tylko dla siebie.
Św. Br. Albert nauczał że „kto nie kocha Boga nie umie kochać ani swego bliźniego, ani swej rodziny, ani ojczyzny, ani ludzkości (...) Miłość albo jest z Boga, albo jej nie ma wcale; miłość czerpie ze źródła albo jest tylko zakłamaniem”. Jak wielkie więc zobowiązanie do życia miłością na co dzień spoczywa na nas katolikach, przystępujących do Komunii świętej i goszczących w swoich sercach Jezusa – Boga Miłości!!

My dzisiaj, podobnie jak nasi praojcowie, powinniśmy każdego dnia zyć wpatrzeni z pokorą i miłością w ziemię oraz z wiarą i nadzieją patrząc także w niebo! W dzisiejszym świecie, w którym jest naprawdę wiele dobra, ale także wiele zatrważającego zła, powinniśmy być dobrymi siewcami Chrystusowej Ewangelii wiary, nadziei i miłości, na wzór św. Franciszka z Asyżu, którego 800-lecie śmierci obchodzimy. Powinniśmy uczyć młode pokolenie, co znaczy prawdziwie kochać Boga i ludzi, kochać Kościół, Ojczyznę i ziemię. Aby prawdziwie kochać, należy mieć oczy utkwione w niebo, ale trzeba także umieć uklęknąć na ziemi oraz z szacunkiem przyjąć i ucałować chleb, który ta ziemia rodzi. Od wieków, dla wielu Polaków szacunek dla chleba był na pierwszym miejscu, po szacunku dla Boga i dla rodziców. I tak powinno być też i dzisiaj!.. Szacunek dla Boga, dla rodizców i dla ziemi...!

Dziękujemy Wam kochani rolnicy za Waszą szlachetną pracę i za Wasz trud. Dziękujemy słowami, które św. Jan Paweł II wypowiedział do Was 12 czerwca 1999 r. w Zamościu: "Z wdzięcznością i szacunkiem chylę głowę przed tymi, którzy przez wieki użyźniali tę ziemię potem czoła, a gdy trzeba było stawać w jej obronie, nie szczędzili również krwi. Z tą samą wdzięcznością i szacunkiem zwracam się do tych, którzy i dziś podejmują ciężki trud służby ziemi. Niech Bóg błogosławi pracy waszych rąk!". Amen.   
(o.R.)        

400 lat franciszkanów

565 lat franciszkanów

we Wschowie

We Wschowie początki fundacji franciszkańskiej sięgają roku 1457, kiedy to mieszczanie i magistrat królewskiego miasta Wschowy, ofiarowali bernardynom teren pod budowę kościoła i klasztoru. W 1462 r. z ofiar mieszczan i okolicznej szlachty zbudowano kościół i klasztor pod wezwaniem św. Franciszka z Asyżu i św. Bernardyna ze Sieny. Klasztor początkowo należał do prowincji czesko-austriackiej.

W roku 1467 wszedł w skład nowo powstałej polskiej prowincji obserwantów. W latach 1456 – 1558, klasztor pomyślnie się rozwijał, a zakonnicy prowadzili bez większych przeszkód swoją działalność duszpasterską.

 

Czytaj dalej na temat historii klasztoru

 

 

800 lat zakonu

1W 1209 roku św. Franciszek z Asyżu założył nowy zakon w Kościele. Siebie i swoich towarzyszy nazywał braćmi mniejszymi (łac. fratres minores) - chciał przez to podkreślić, że ich życie ma polegać nie na wywyższaniu się, ale na świadomym wyborze małości (łac. minoritas), uniżoności.

2Do takiej postawy zachęcał Chrystus w Ewangelii, a Franciszek nakazał w regule praktykować życie w ubóstwie i uniżeniu. Pierwszych zakonników nazywano Pokutnikami z Asyżu, dopiero później przyjęła się nazwa franciszkanie (od imienia św. Franciszka). Do XV wieku istniał jeden zakon franciszkański.

3W wyniku uwarunkowań na tle kulturowym, historycznym, geograficznym oraz na skutek różnic w praktycznym stosowaniu reguły, w XV i XVI w. wyłoniły się istniejące do dzisiaj trzy niezależne zakony franciszkańskie: Zakon Braci Mniejszych Konwentualnych, Zakon Braci Mniejszych i Zakon Braci Mniejszych Kapucynów.

800 lat zakonu